Witold Zaraska – Pionier myślenia menadżerskiego w PRL i po transformacji

„Uważam, że z zarządzaniem jest jak z gotowaniem: przepisy trzeba przyprawiać do własnego smaku. (…) Uważam, że te sposoby zarządzania są dobre, które przynoszą oczekiwane efekty. Tyle! Zarówno dobra, jak i zła firma może być zarządzana autokratycznie, demokratycznie, poprzez cele – i jak tam jeszcze teoretycy to nazwą”[1].

Dziś przedstawię recenzję książki Witolda Zaraski pt. „Jestem pierwszy” (BGW, Warszawa 1992). Autor był prezesem i współwłaścicielem firmy EXBUD, a także przez wiele lat prowadził ją w czasach gospodarki socjalistycznej. Do swojego odejścia na biznesową emeryturę, po przejęciu Exbudu przez Skanska w 2000 roku, był uważany za jedną z najważniejszych osób w polskim biznesie, współtwórcę Business Center Club. Nazywany był przydomkiem „Napoleon Polskiego Biznesu”. Książka, którą dziś omówię, daje unikalny, pierwszoplanowy wgląd w rozkręcanie biznesu w czasach socjalizmu, a także po transformacji.

O brataniu się z pracownikami i współpracownikami

Witold Zaraska uważa, że w polskich warunkach kulturowych zbytnie bratanie się pracodawcy z pracownikami jest bardzo ryzykowne. Jak stwierdza: „To nie Ameryka, gdzie wszyscy mówią sobie po imieniu. Prawda jest taka, że pracownicy po to zazwyczaj prywatnie próbują zbliżyć się do przełożonego, aby go potem wykorzystać w stosunkach służbowych”[2]. Tak samo, jak opisywany niedawno na blogu Brazylijczyk Ricardo Semler, Zaraska jest przeciwnikiem rautów i innego rodzaju imprez (szczególnie z podawanym alkoholem), podczas których podejmuje się decyzje biznesowe. Uważa, że bycie menadżerem wymaga samodyscypliny: „wciąż zdarzają się okazje do wypicia – obiady, kolacje, bankiety, spotkania. (…) Są pieniądze, prestiżowe stanowisko. Jeśli szef przedsiębiorstwa zaczyna używać życia, oznacza to, że utracił kwalifikację szefa”[3]. W kontekście spoufalania się z pracownikami autor również stara się walczyć z plagą polskiego zarządzania tzw. donosami na szefów: „U mnie panuje zasada: jeśli pracownik jest niezadowolony z szefa, tym gorzej dla pracownika, to jego zmartwienie. Nawet jeśli pracownik w jakiejś sprawie ma rację, nie jest to w tym jednostkowym przypadku istotne. Z drugiej strony wiadomo, że jeśli przełożony jest słaby, popełnia błędy, dopuszcza do konfliktów w zespole, to wcześniej czy później go odwołam. Co to byłyby za porządki i jaki autorytet kierownika, gdyby każdy mógł nagadać na niego do przełożonego?”[5].

O znaczeniu prestiżu w biznesie

Autor wychodzi z założenia, że biznes jest sztuką, w której lepiej być trzeźwym. Dlatego o wielu decyzjach i wrażeniach decydują czynniki psychologiczne, zanim przejdziemy jeszcze do szczegółów umów itp. Jak stwierdza: „W światowym biznesie jak Cię widzą, tak Cię piszą. Każda firma dba o zewnętrzne znamiona własnej siły i wiarygodności. Czy prezes wielkiego koncernu dlatego jeździ siedmiometrowym samochodem, że nie zmieściłby się na trzech metrach? Dlaczego wynajmuje się najdroższych architektów, żeby w salach recepcyjnych instalowali jakieś fontanny, kaskady, lampiony i fotele z cielęcej skóry? Robienie interesów jest nie tylko grą ekonomiczną, ale i psychologiczną”[5]. Sam Zaraska, który jest doświadczony w biznesie, opowiada, jak to działa na niego: „Mimo że jestem już starym wyjadaczem, sam często łapię się na tym, że partnerowi (przeciwnikowi) – zanim jeszcze otworzył usta – udało się wpłynąć na mój nastrój. A przecież, co stale powtarzam, interesy robią ludzie a nie instytucje”[6]. Podobnie wspominał o kwestii wywierania wrażenia w biznesie zmarły w 2023 r. twórca Comarch, Janusz Filipiak (Janusz Filipiak – „Kapitał ludzki to podstawa. Wspomnienia twórcy polskiej potęgi informatycznej”) . W tym kontekście stwierdza: „Socjalizm wniósł do naszego życia publicznego kult nędzy, tolerancję dla brudu, uznanie dla proletariackiej niechlujności. Nie rozumiem, jak przez tyle dziesięcioleci w tysiącach polskich biur i urzędów nie można zrobić jednej przyzwoitej toalety? (…) Ile interesów nie doszło do skutku, bo pobytowi zagranicznej delegacji w przedsiębiorstwie towarzyszył smród gołąbków z zakładowej kuchni przemieszany z odorem z szaletów?”[7].

Dlaczego warto brać pomysły rządu czy UE na poważnie?

Witold Zaraska, przez wiele lat kariery w PRL i  później po transformacji, sam siebie nazywał „mistrzem gry na organach”, czyli kimś, kto rozumie, z której strony wieje wiatr. W związku z tym stwierdził, że:  jeśli politycy zapowiedzą jakiś pomysł, który może części społeczeństwa wydawać się absurdalny (np. wprowadzenie samochodów elektrycznych), to nie zmienia to faktu, że najczęściej doprowadzą sprawę do skutku, mimo że większość osób będzie uważać, że tak się nie stanie. Jasno wyraża swoje stanowisko: „Muszę przyznać się do pewnej łatwowierności, otóż zazwyczaj deklaracje władz traktowałem poważnie. Jeśli, powiedzmy, za dwa lata ma być tak i tak, to ja już dzisiaj muszę się przygotować do nowych warunków. Rozpoczynałem więc przygotowania, po czym z reguły okazywało się, że jestem pierwszy, a niekiedy jedyny, który na serio traktuje pomysły reformatorskie. A ponieważ władzy też było głupio, więc ostatecznie dawano mi zgodę na eksperyment”[8]. Chodzi o to, że niezależnie od tego, jak głupi pomysł mieliby politycy, jak długo mają mandat społeczny (czy w PRL polityczny), to i tak swoje reformy przeprowadzą, a biznes powinien ich zapowiedzi traktować na serio i przygotować się zawczasu. Sam Zaraska lubił cytować „Trybunę Ludu” w dyskusjach z urzędnikami, w ramach których przedstawiał elementy strategii opowiedziane przez przywódców PRL i jak sam zapewnia: działało!

Podsumowanie

Książka jest unikalnym świadectwem o tym, jak się robiło biznes w PRL (m.in. przeczytamy w niej o kontraktach w Libii ), a także o działaniach podejmowanych w pierwszych latach po transformacji ustrojowej. Autor pokazuje również wiele cech kulturowych polskiego biznesu i pozwala lepiej zrozumieć, jakie czynniki mogą pomóc menadżerowi/właścicielowi odnieść sukces.

Już wkrótce na blogu następne wpisy, zarówno dotyczące polskich, jak i zagranicznych bohaterów (w tym recenzja najnowszej biografii Elona Muska, pióra Waltera Isaacsona).


[1] Witold Zaraska, „Jestem pierwszy”, BGW, Warszawa 1992, s. 117.

[2] Tamże, s. 118.

[3] Tamże, s. 92.

[4] Tamże, s. 120.

[5] Tamże, s. 80.

[6] Tamże.

[7] Tamże.

[8] Tamże, s. 79.

Udostępnij: