Tommy Hilfiger – „Amerykański marzyciel”

 „Ja tymczasem byłem marzycielem. Nie miałem innego wyjścia, ponieważ rzeczywistość mnie przerastała”.

 „Alfred ruszył do bufetu kupić coś na ząb. Zauważył, że ja nie idę. – Nic nie kupujesz? –zapytał. – Nie mam pieniędzy – odpowiedziałem szczerze. Kupił nam po coli i batoniku, żebyśmy nie czuli się niezręcznie i nawet nie próbował wykorzystać naszej sytuacji w naszych układach handlowych. Teraz wiedziałem, że trafiłem na dobrego człowieka (trzydziestokilkuletni Tommy Hilfiger z żoną na spotkaniu biznesowym)”.

Tym razem wpis o osobie, którą darzę dużą sympatią. Mimo, że wychował się z biedzie, udało mu się stworzyć jedną z największych firm odzieżowych na świecie. Nie wywyższał się w stosunku do innych i zawsze odnosił się z szacunkiem do pracowników oraz kontrahentów (ponieważ szanował drugiego człowieka, nie chciał prowadzić m.in. show typu „Apprantice” w stylu Donalda Trumpa). Osobą tą jest legendarny amerykański projektant odzieży Tommy Hilfiger. Obecnie jego prywatny majątek to około 500 milionów USD, natomiast przychody z marki Tommy Hilfiger w roku 2019 wyniosły 4,7 miliarda USD. Dzisiaj zrecenzuję jego autobiografię „Amerykański marzyciel. Mój świat mody i biznesu” (Wydawnictwo Dolnośląskie Publicat, 2016).

Ubóstwo i „Tak naprawdę nie byłem dobry w niczym”

Tommy Hilfiger jest bardzo szczery w swojej autobiografii. Urodził się w biednej rodzinie z dziewięciorgiem dzieci w dalekich peryferiach stanu Nowy Jork. Opowiada, jak wstydził się, gdy jeździli z mamą dziurawym, zardzewiałym autem, z którego przez podwozie wypadały np.: mandarynki, które musieli zbierać na oczach wszystkich. Nie miał talentu do nauki. Był słabym uczniem, który powtarzał klasy. Nie stać było go na studia, a kiedy w końcu uzbierał na lokalny college, nie udało mu się go ukończyć. Mimo zamiłowania do sportu, we wszystkim był słaby i nie udało mu się dostać do żadnej drużyny. Osiągnięcie sukcesu i podążanie za „amerykańskim marzeniem” zajęło mu wiele lat. Jako trzydziestokilkulatek nieraz bywał bezrobotny i bez pieniędzy, nawet na przysłowiową „puszkę coli”. Dopiero w okolicach czterdziestki zdobył niezależność finansową.  Mimo to, od swojej pierwszej pracy w sklepie odzieżowym z koszulkami sportowymi, ciągle podążał za swoim marzeniem bycia niezależnym projektantem odzieży, chociaż brakowało mu wykształcenia i formalnego doświadczenia zawodowego w tym zakresie. Odrzucał lukratywne oferty (np.: bycia projektantem Calvina Kleina, gdyż chciał realizować swoje pomysły).

Potęga logo dla firmy

Wychowując się w prowincjonalnej Elmirze, Tommy zawsze cenił sobie firmy markowe, gdyż uważał, że marka na ubraniach (czy innych produktach) jest potwierdzeniem jakości danego produktu. Jego zdaniem jedną z najważniejszych rzeczy dla firmy i przedsiębiorcy jest wyrobienie sobie dobrego jakościowo i artystycznie kreatywnego logo. Jak stwierdza: „prawdziwym majątkiem firmy jest logo”, a „kiedy widzę markę pozbawioną logo, mam wrażenie, że firma ta nie jest zbyt bystra”[1]. Tommy uważa, że niezbyt bystry przedsiębiorca nie dba o kwestie takie jak logo czy kolorystyka swoich produktów. W obecnym czasie są to jednak rzeczy kluczowe, a firma Tommy Hilfiger oprócz loga posiada również herb i inne wyznaczniki graficzne. Jeśli chcemy tworzyć markę, szczególnie pochodzącą od twórcy, należy o tym pamiętać.

Trendy czuć w powietrzu

Autor uważa, że w sektorach kreatywnych, takich jak moda, najważniejszą cechą projektanta jest „wyczuwanie trendów” i intuicja dotycząca tego, co się sprzeda. Nie jest to coś, czego można się nauczyć, a raczej coś, co zdobywamy, „będąc w środku zdarzeń” i patrząc na kulturę masową, i co się dzieje w muzyce, sztuce, modzie oraz filmie. Twierdzi, że gdy spotyka się z najwybitniejszymi projektantami mody, zwykle mówi się, że „coś wisi w powietrzu”, oznacza to ni mniej ni więcej, że nowe trendy stają się coraz bardziej odczuwalne. Jednak tę wiedzę zdobywa się latami, chodząc po klubach i przebywając wśród „modnych ludzi”. Tommy często wydawał swoje ostatnie pieniądze, by wybierać się na dłuższe wyjazdy, np. po „klubach muzycznych Londynu”, aby zrozumieć, jak nowe trendy muzyczne będą wpływać na muzykę. W tym wypadku intuicję kreatywną posiada człowiek i raczej wątpliwe jest, by takie trendy mogły przewidywać algorytmy.

Trudna droga do niezależności

Książka pokazuje trudną drogę Tommy Hilfigera do zostania niezależnym przedsiębiorcą. Od pierwszych prób współpracy ze sklepami odzieżowymi do bycia projektantem czekało go wiele ważnych lekcji. Bankrutował, był wielokrotnie oszukiwany zarówno przez rodzinę, jak i wspólników. Najczęściej po każdej takiej sytuacji zostawał z niczym jako bezrobotny i musiał zaczynać od zera. Jednakże, jak twierdził, „to on posiadał talent” i żadne z przedsięwzięć po opuszczeniu go przez niego nie potrwało długo. Dopiero później nauczył się, jak ważne jest pilnowanie każdego szczegółu w umowie oraz otaczanie się profesjonalistami w negocjacjach (prawnikami, księgowymi itp.). Dbałość o szczegóły to jedna z rzeczy, która wyróżnia wielu miliarderów w moich badaniach. Zwykli ludzie często dogadują wiele rzeczy „na gębę”, co się zwykle źle kończy. Co ciekawe, nie tylko w Polsce, gdzie w ogóle mamy bardzo niski kapitał społeczny, ale nawet w Stanach Zjednoczonych, zawsze powinniśmy zadbać o szczegółową umowę przed rozpoczęciem jakiegoś przedsięwzięcia lub zlecenia.

Podsumowanie

Rekomenduję do przeczytania książkę Tommy’ego Hilfigera każdemu, kto chciałby prowadzić biznes w sektorach kreatywnych, gdzie trendy szybko się zmieniają. Podobnie jak w przypadku Netflixa, Tommy nie szedł na kompromisy artystyczne, tzn. nigdy nie chciał sprzedawać „badziewia” tylko dlatego, że się dobrze sprzedaje. Jego wyznacznikiem, podobnie jak Reeda Hastingsa, było to, że „towar musi być najwyższej jakości”. Jest to szczególnie istotne w dobie otaczającej nas bylejakości, promocji „Disco Polo” i najniższych gustów. Tommy jest tym bardziej interesujący, że mimo ogromnego majątku pozostał sobą i nie czuje się lepszy od innych, a jedną trzecią książki poświęcił zwykłym rodzinnym sprawom (np. opiece nad chorą babcią, która go zawsze uważała za nieudacznika, a dopiero pod koniec życia się pochwaliła: „To mój wnuczek miliarder”). Wkrótce na blogu przedstawię książki autorstwa innych magnatów branży modowej, np. Calvina Kleina. Na koniec mały bonus, Tommy Hilfiger wraz z żoną Dee oprowadzi nas po swoim prywatnym apartamencie z widokiem na Central Park w Plaza Hotel.

Materiały dodatkowe

Wycieczka po apartamencie Tommy Hilfigera przy Central Parku:


[1] Tommy Hilfiger, „Amerykański marzyciel. Mój świat mody i biznesu”, Wydawnictwo Dolnośląskie Publicat, 2016, s. 156.

Udostępnij: