Peter Boizot – „Pizza i jazz”

„Przysłowie: «wielka ryba w małym stawie» (ang. big fish in a little pond), nie ma moim zdaniem w ogóle sensu. Wielka ryba powinna Ci umożliwić powiększyć Twój staw!”.

„Nawet jak biznes się nie uda, będę miał chociaż trochę radości (ang. some fun)”

Kolejny raz przenosimy się do Wielkiej Brytanii, by poznać nietuzinkowego przedsiębiorcę Petera Boizota (1929-2018). Ludzie w krajach o wolnym rynku oraz stabilnym i niezależnym sądownictwie lubią opisywać swoją drogę przedsiębiorcy, dlatego tak wiele podobnych książek możemy spotkać w Anglii i USA (w przeciwieństwie do Polski). Największym osiągnięciem biznesowym P. Boizota było stworzenie od podstaw pierwszej sieci pizzerii w Wielkiej Brytanii – PizzaExpress (mimo bycia całe życie wegetarianinem!). W swoich najlepszych biznesowych latach zajmował 428 miejsce wśród najbogatszych osób w Wielkiej Brytanii w ranking Sunday Times Rich List w roku 1998 z majątkiem 50 milionów GBP. Mimo to pieniądze nigdy nie były jego celem, zresztą zdążył je niemalże wszystkie wydać przed śmiercią na rzecz lokalnej społeczności swojego miasta Peterborough. Oto recenzja jego autobiografii „Mr Pizza and All That Jazz: The Founder of PizzaExpress” (Large Things Ltd, 2014).

Z miłości do pizzy

Peter na początku swojego życia zawodowego sporo podróżował i pracował za granicą, w tym we Włoszech, gdzie uczył dzieci zamożnej rodziny z Neapolu języka angielskiego. W tym czasie zakochał się w smaku pizzy, szczególnie dlatego, że jako wegetarianin w tamtych czasach w Wielkiej Brytanii miał niewielki wybór potraw. Ciężka choroba matki zmusiła go jednak do powrotu do kraju, gdzie odczuł brak swojego ulubionego przysmaku. Dlatego po powrocie do Londynu wpadł na pomysł otworzenia pierwszej prawdziwiej pizzerii w mieście. Koncepcja Petera opierała się na otworzeniu pizzy w koncepcji Pizza Rustica znanej dość dobrze we Włoszech (nieobecnej jednak w Anglii). W tego typu restauracjach wybór pizz jest niewielki, natomiast przygotowywane są one wcześniej i w każdym momencie można wejść i wziąć ze sobą kawałek, by jeść w drodze do szkoły czy do pracy. W tym wypadku początkowe menu PizzaExpress składało się tylko z 10 rodzajów pizzy (w tym 9 wegetariańskich!). Ze względu na inne przyzwyczajenia Brytyjczyków zdecydowano się dodać miejsca siedzące (we Włoszech w takich miejscach często je się na stojąco). Dla Petera bardzo ważna była jakość jedzenia, dlatego zainwestował w oryginalne włoskie piece do pizzy, zatrudnił pizzaiolo z Włoch, jak również zdobył oryginalne składniki, takie jakie były używane w Neapolu. Od początku istnienia firma nie oszczędzała na jakości, wychodząc z założenia, że dużo ważniejsza jest jakość jedzenia, a nie marketing (stąd na początku zerowy budżet marketingowy). Jak pokazała historia, koncept okazał się sukcesem, z udanym modelem franchisingowym w przyszłości, przyniósł Peterowi fortunę.

Intuicja i rozum ważniejsze od cyferek

Autor w książce opisuje, że w swojej karierze biznesmena nie kierował się wyliczeniami i prognozami analityków biznesowych. Firma został założona bez żadnego biznesplanu, mimo że wszyscy znajomi pukali się w głowę, czy ma sens podejmowanie takiej kosztownej decyzji w młodym wieku. Następnie przez całe swoje życie kierował się zasadą, że podejmuje decyzje jakie uważa za słuszne, mimo że wszyscy mogą myśleć inaczej. Dość często był krytykowany za niechęć do zamykania nierentownych w danym momencie placówek PizzaExpress. Zawsze jednak odpowiadał, że on nie pracuje w „biznesie zamykania restauracji”. Uważał, że bardzo ważnym dla jego franczyzobiorców jest, aby wiedzieli, że nawet w najtrudniejszych czasach mogą polegać na nim i na wsparciu współpracowników. Wszystkich doradców naciskających, by jednak zamykał nierentowne restauracje, ustawiał do pionu i pouczał, że nie życzy sobie tutaj polityki i on jest odpowiedzialny za całą rodzinę PizzaExpress. Podobnie wprowadził do swoich restauracji koncerty jazzowe na żywo, co również było dość kosztowne (na początku kariery grywał u niego w pizzeriach nawet Sting), ale dla niego ważniejsza od kosztów była atmosfera i zadowolenie klientów. Nie podchodził też na poważnie do swojego majątku. W książce przypomina historię, jak na jakimś meczu podszedł do Alana Sugara (znanego biznesmena, twórcy firmy Amstrad i gwiazdy programu „Apprantice UK”, tego co wyniósł w USA Donalda Trumpa do popularności) z żartem dotyczącym listy najbogatszych osób w UK: „miło Cię poznać numerze 429, ja jestem numerem 428”[1]. Alan Sugar jednak potraktował go chłodno, nawet nie mówiąc słowa (chyba podchodził bardziej poważnie do tej listy). Alanapoznamy na blogu wkrótce.

Charytatywność i oferowanie bezdomnym pracy na ulicy

Peter Boizot całe życie był uczony przez swojego ojca: „pamiętaj nie jesteś gorszy od nikogo innego, ale nie jesteś też ani trochę lepszy!”[2]. Tak samo również starał się czynić przez całe życie, rozmawiając równie chętnie z najbogatszymi, jak i z bezdomnymi. Miał również ciekawy zwyczaj podchodzenia do niemalże wszystkich bezdomnych z tekstem: „Nie dam Ci pieniędzy tu na ulicy, ale jeśli chcesz, od jutra możesz zacząć u mnie pracę. A jeśli się sprawdzisz, będziesz miał tyle pieniędzy ile zechcesz ode mnie, raczej większe niż jakieś drobne na ulicy”[3]. W ten sposób zaoferował pracę setkom osób. Niektórzy odrzucali ofertę, jednakże pewna część przyjęła propozycję pracy i wielu z nich zdobyło później niemały majątek. Za tworzenie miejsc pracy Peter Boizot otrzymał Order Imperium Brytyjskiego. Był on również autorem jednego z najdłużej działających programów charytatywnych w Wielkiej Brytanii. Wstrząśnięty powodziami w Wenecji zaoferował, że każde 25 pensów od Pizzy Venetiana będzie odprowadzane na Fundację „Venetia in Peril”. Przez ponad 30 lat przekazał w ten sposób wiele milionów funtów, za co został odznaczony najwyższym włoskim odznaczeniem państwowym. Współpraca między PizzaExpress a Fundacją „Venetia in Peril” jest modelowym przykładem współpracy organizacji pozarządowej z biznesem.

Pozbycie się wszystkich pieniędzy przed końcem życia

Peter Boizot całe swoje życie poświecił pracy. Nie założył ani rodziny, ani nie miał dzieci. Pod koniec życia chciał oddać to co zarobił swojemu lokalnemu miastu Peterborough, a także marzeniom, które miał jego ojciec. Zainwestował miliony funtów w lokalny klub Peterborough, odnowienie lokalnego hotelu Great Northern, a także inwestycje w lokalny teatr i centrum kultury. Inwestycje (a raczej dotacje) doprowadziły go do utraty fortuny pod koniec życia, jednakże on się tym nie martwił, gdyż chciał oddać innym wszystko przed śmiercią. Nawet w wieku osiemdziesięciu kilku lat planował otwarcie nowego biznesu, sieci restauracji wegetariańskich (widział w tym nową niszę), jednak śmierć pokrzyżowała jego plany.

Na zakończenie krótki film, w którym można zobaczyć historyczne nagranie Petera:


[1] Peter Boizot, „Mr Pizza and All That Jazz”, s. 276.

[2] Tamże, s. 13.

[3] Tamże, s. 191.

Udostępnij: