Podstawa to spryt. Zbiorowy portret polskiego pokolenia pierwotnej akumulacji kapitału

„Koniunkturalista? Każdy z nim jest, bo biznes jest jak konta bankowe, które nie mają przynależności politycznych. Władza się zmienia, opcje też, a biznes musi się kręcić”[1]. (Marek Stefański) „Na niczym nie trzeba się znać. Wystarczy, że wykorzysta się możliwości. Ja swoje biznesy zrobiłem wtedy, kiedy były stworzone odpowiednie warunki do zarabiania”[2]. (Kazimierz Pazgan)

Dzisiaj na blogu zrecenzuję dość wyjątkową książkę, którą otrzymałem od kolegi bibliofila – Bogusława. Książka została napisana w 2010 roku i jest zatytułowana „Grube ryby polskiego biznesu bez autoryzacji” (Jacek Konikowski, Wydawnictwo Jeden Świat). Autor zadał sobie olbrzymi trud dotarcia do blisko czterdziestu najbogatszych Polaków i przeprowadzenia z nimi wywiadów, często bardzo bezpośrednich. Rozmowy odbyły się na początku XXI wieku, kiedy Polska dopiero zachłysnęła się kapitalizmem, stąd zarówno odpowiedzi autorów, jak i zdjęcia, które załączyli do książki, są unikalną fotografią dziejów i zwyczajów tamtego okresu. Do dzisiaj znaczna część z opisanych w książce bohaterów znajduje się wśród 100 najbogatszych Polaków, a kilkoro z nich opuściło już ziemski padół. Zapraszam do najważniejszych spostrzeżeń z lektury tej książki.

Przecieranie szlaków jako „prywaciarze” w PRL

Znaczna część bohaterów książki (choć oczywiście nie wszyscy) miała swoje pierwsze doświadczenia z biznesem w PRL. W PRL przedsiębiorcy byli programowo niszczeni, ze względu na chęć zachowania przez partię czystości programowej socjalizmu. Prowadzenie biznesu w tak skrajnie nieprzyjaznych warunkach nauczyło bohaterów sprytu, a także radzenia sobie z trudnościami często w niestandardowy sposób. W tamtych czasach najbardziej liczyły się spryt i umiejętność oszukania systemu. Tak swoje początki w PRL i biznes kwiaciarski, który prowadził, wspomina zmarły niedawno miliarder i założyciel Konspolu, a także jeden z największych podatników prywatnych w PRL, Kazimierz Pazgan: „Jasne, wtedy byli kwiaciarze, którzy mieli prywatne kioski i którzy byli niszczeni przez system niesamowicie. Płacili 80% podatków, dostawali domiary (…). Moja kwiaciarnia należała do spółdzielni ogrodniczej, czyli była państwowa. Ja nie byłem prywaciarzem, a ajentem. Tyle, że zarabiałem wtedy 100 razy więcej niż państwo i prywaciarz”[3]. Bracia Rączyńscy, założyciele potentata w branży biżuterii Apart pracowali jako jubilerzy, a ze względu na brak surowca (złota oraz srebra) skupowali masowo cukierniczki i zastawy stołowe państwowego Polsilver i przetapiali na droższą biżuterię, na którą było zapotrzebowanie. Ponieważ w PRL nie było łatwo zostać nawet prywaciarzem, musieli się solidnie przygotować. Jak stwierdza Sylwester Cacek: „Nie było jeszcze ustawy o swobodzie gospodarczej, więc by zacząć biznes, nie wystarczyło chcieć i mieć pomysł, trzeba było robić kursy, zdawać egzaminy, mieć papier”[4]. Wojciech Soszyński, późniejszy założyciel największej firmy polonijnej Inter-Fragrance, już w roku 1955 utracił na rzecz państwa swoją firmę, a sam musiał tułać się po Algierii i Maroku. W Casablance w Maroku udało mu się założyć największą w Afryce Północnej firmę produkującą perfumy. Powrócił do kraju z sukcesem w latach 80., budując firmę polonijną.

Posiadanie kapitału startowego i znajomość świata „zza kurtyny”

Bohaterowie książki w przeważającej części w momencie kluczowej transformacji posiadali już jakiś kapitał, co stawiało ich w lepszej pozycji od pozostałej części społeczeństwa. Nie zawsze był to kapitał finansowy (jak w przypadku wspomnianych prywaciarzy), często wystarczył kapitał kulturowy, a także wiedza, jak to wygląda gdzieś inaczej. Wiedzę tę zdobywali często z innych krajów. Wielu z przedsiębiorców w PRL zawodowo podróżowało po Zachodzie , np. kolarz Dariusz Miłek, jeden z najbogatszych Polaków i twórca potężnej firmy CCC. Wolnoduch i multimilioner Jędrzej Wittchen wspomina: „Wyjazdy to szkoła życia i zarabiania pieniędzy. Więc w plecakach kryształy, latarki, filmy ORWO, wszystko co dało się drożej sprzedać”[5]. Zdecydowana większość bohaterów rozumiała już podstawy kapitalizmu, co ułatwiło im start w nowych czasach. Marek Różycki, kolejny multimilioner został ściągnięty do Polski z niskiego stanowiska bankowego w Londynie: „Wtedy w Polsce karierę mógł zrobić każdy, kto miał nieco oleju w głowie i dwie ręce. A właściwie wystarczyło chcieć i mieć jakiś pomysł. I mówić po polsku”[6]. Ciekawie sytuację przedstawił w swojej książce „Patologia transformacji” prof. Witold Kieżun, który opisał, jak przebywając w Burundi w restauracji, tematem rozmowy miejscowych była możliwość przejmowania firm w Polsce za niewielkie pieniądze np. 1000 USD. Możliwości było wiele, jednakże większa część społeczeństwa nie miała funduszy, aby na równi konkurować z kapitałem Zachodnim i dlatego udało się to jedynie osobom, które już jakiś kapitał posiadały lub miały do niego dostęp przez np. kontakty zagraniczne. Parafrazując znane stwierdzenie dotyczące prawa, losy naszych bohaterów, a także Polski okresu transformacji pokazują, jak istotna z punktu widzenia indywidualnego i całej społeczności jest znajomość podstaw ekonomii. Wielu z naszych bohaterów brało udział w prywatyzacjach majątku państwowego, gdzie przejmowało firmy. Jak stwierdza Wiesław Wojas: „Miałem już trochę na kupce i kupiłem od syndyka upadającego Podhala pierwszy wydział produkcyjny, potem dokupowałem kolejne”[7]. Jak wspomina jeden z bohaterów omawianej książki: „Teraz wszyscy tak robią. Spryt? A kto inny sprzedałby te maszyny Elanie o 20 milionów drożej po to, żeby dwa lata później za te same pieniądze kupić całą Elanę”[8].

Podsumowanie

Książka jest warta przeczytania ze względu na unikalne przemyślenia pierwszych przedsiębiorców kapitalizmu. Tak jak wskazałem, ich głównym orężem był spryt, podstawowy kapitał (ekonomiczny, społeczny, czy nawet kulturowy w kontekście wizyt za granicą) i chęć podejmowania działania nawet w skrajnie trudnych warunkach (np.: Dariusz Miłej handlujący butami z łóżka polowego). Wielu z nich już wtedy posiadało wizjonerskie pomysły, jak multimilioner Piotr Bieliński, który na początku XX otworzył sklep internetowy a.pl i z warszawskich Jelonek próbował podbić Internetowy handel spożywczy na wiele lat przed obecnymi aplikacjami Ubera czy Bolta. Książkę rekomenduję również ze względu na bogaty i unikalny materiał zdjęciowy pokazujący aspiracje i możliwości polskich „nouveaux riches” z lat 90.

Materiały edukacyjne:

1. Film fabularny „Kapitał, czyli jak zarobić pieniądze w Polsce” (rok 1989) z komediowym spojrzeniem na rodzący się kapitalizm w Polsce:

2. Wywiad z Kazimierzem Pazganem, jedną z ciekawszych postaci książki, twórcy firmy KONSPOL i jedną z najbogatszych osób w PRL:


[1] Jacek Konikowski, „Grube ryby polskiego biznesu bez autoryzacji”, Wydawnictwo Jeden Świat, Warszawa 2010, s. 145.

[2] Tamże, s. 238.

[3] Tamże, s. 241.

[4]Tamże, s. 117.

[5] Tamże, s. 63.

[6] Tamże, s. 263.

[7] Tamże, s. 194.

[8] Tamże, s 87.

Udostępnij: