Duncan Bannatyne – „Jeśli mi się udało, to każdy może”

„W przeciwieństwie do wielu porad w książkach biznesowych, które przeczytałem, zdobyłem swój majątek bez wiedzy o danym sektorze, kontaktów oraz kapitału. Nigdy nie miałem unikalnej propozycji oferty (ang. unique selling proposition), premii za bycie pionierem, nigdy nic nie wymyśliłem, ani nie zrobiłem niczego wyjątkowego, co można powtórzyć. Jedyne co miałem to książkę telefoniczną i trochę determinacji – to wystarczy”.[1]

„Zarobienie 100 milionów funtów jest tak proste, że każdy może to zrobić”.[2]

Dzisiaj przedstawię Duncana Bannatyne, kolejną gwiazdę brytyjskiego programu „Dragon’s Den” i przyjaciela Petera Johnsa przedstawionego wcześniej. Duncan jest jednym z najbardziej znanych brytyjskich biznesmenów, a z majątkiem 300 milionów GBP na Sunday Times Rich List zajmuje 431 miejsce wśród najbogatszych Brytyjczyków. Majątek zdobył bez wykształcenia i koneksji, działając głównie na północy Wielkiej Brytanii. Obecnie udziela się zarówno w edukacji przedsiębiorczości, jak również w wielu projektach charytatywnych na świecie. Dzisiaj zrecenzuję jego książkę „Od sprzedawcy lodów do Dragon’s Den. Moja historia” (książka jest dostępna tylko w języku angielskim).

Dzieciństwo w biednej robotniczej rodzinie

Bannatyne urodził się w niewielkim mieście Clydebank w północnej Szkocji. Jedynym dużym pracodawcom w mieście była firma Singer produkująca maszyny do szycia, która w szczycie zatrudniała około sześć tysięcy osób. Rozrywką w szarym mieście były jedynie puby i alkohol, czasami mecz Rangersów czy Celticu transmitowany w radiu. Autor był biednym i raczej smutnym dzieckiem. Pamięta, że zawsze kiedy prosił rodziców o kupno loda, to odmawiali mu argumentując: „jesteśmy zbyt biedni na lody”. Kiedy rozpoczął szkołę średnią, 598 z 600 dzieci przyszło w wymaganym szkolny mundurku. Jedynie Duncan i jeszcze jedna osoba nie miały pieniędzy na uniform. Mama dała mu kartkę dla nauczyciela z informacją, że kupi mundurek w ciągu dwóch tygodni, ale jak sam twierdzi „szkoda już się stała”. Od tamtej pory był uważany przez wszystkie dzieci za biedaka i wyśmiewany z tego powodu. Szkoły nie ukończył. Jedynym jego marzeniem było, by nie być biednym, co absolutnie nie oznaczało być bogatym, a po prostu „mieć pieniądze na lody” i nie musieć pracować w fabryce Singera jak tysiące innych w mieście.

Życie na bezrobociu, znienawidzony łamistrajk i dyscyplinarki

Nie mając większych perspektyw, jako młody chłopak wybrał pracę w marynarce wojennej. Niestety nie odpowiadał mu tamtejszy rygor i poniżające zachowania. Zakończył swoją karierę w marynarce będąc dyscyplinarnie wydalony za próbę wyrzucenia przełożonego za burtę. Nie posiadał ani wykształcenia, ani żadnych umiejętności zawodowych, ani tym bardziej referencji. Po wydaleniu dyscyplinarnym z wojska był „czarną owcą” dla wielu pracodawców. Przekroczył już trzydziesty rok życia, jednakże nie miał ani stałego zatrudnienia, ani niczego własnego. Łapał proste prace, np.: przy naprawie traktorów czy linii produkcyjnej, nieraz sypiając na plaży. Założył mini firmę taksówkarską, ale biznes szybko przepadł, gdyż jeżdżąc po pijaku utracił licencję i otrzymał zakaz prowadzenia tego typu działalności. Efekt był taki, że lekko po trzydziestce siedział na bezrobociu, a pieniądze wydawał głównie w lokalnym pubie. Któregoś dnia, gdy był ze swoją żoną w lokalu, jego kolega zaczął się przechwalać, że kupił dwupokojowe mieszkanie i ktoś taki jak Duncan nigdy tego nie osiągnie, bo nikt mu nawet w życiu nie da pracy i zawszę będą biedni jak mysz kościelna. Następnego dnia Duncan z żoną przeszli całe miasto rozdając setki CV. Niestety nikt nie chciał go zatrudnić. Znalazła się dopiero po jakimś czasie piekarnia, która go przyjęła. Był to okres Strajku Chlebowego w Wielkiej Brytanii w 1978 roku, kiedy to w całym kraju przez kilka miesięcy prawie nie było chleba, bo strajkował Związek Piekarzy. Duncan podjął wtedy pracę, jednak strajk się skończył i efekt był taki, że nikt nie chciał z nim jeść przy stole, pluli na niego współpracownicy, nikt też się do niego nie odzywał. Musiał jednak kontynuować pracę, bo była to jego jedyna szansa.

Obwoźna sprzedaż i wojny lodziarzy

Pewnego dnia przeczytał książkę o biznesie autorstwa Alana Sugara (miliardera brytyjskiego, którego poznamy wkrótce), który również nie miał nic, a osiągnął ogromny sukces w biznesie. Ta książka bardzo zainspirowała Duncana. Jak sam mówi, nawet dziś bardzo lubi czytać książki opisujące drogę innych biznesmenów, uwielbia książki Donalda Trumpa oraz Richarda Bransona. Uważał, że skoro taki ktoś jak Alan mógł osiągnąć sukces, to i on spróbuje. Któregoś dnia zobaczył używany van do sprzedaży lodów za 450 funtów. Nabył to auto i rozpoczął swoją drogę jako obwoźny sprzedawca lodów dla dzieci, nadal pracując za dnia w piekarni. Bardzo ciekawie opisuje, jak bezwzględne wojny toczyły się między lodziarzami, wliczając w to zastraszanie, zastawianie aut, donoszenie do urzędu skarbowego itp. Dzięki jego pomysłowości, a także nieugiętości, zaczął radzić sobie dobrze i zdobywać lokalny rynek. Sprzedawał lody tylko tanich producentów, gdyż miał wysoką marżę (unikał znanych marek). Wkrótce posiadał kilka aut i spory obrót dzienny, bo ten biznes dawał mu dostęp do łatwej gotówki. Wystąpił również w paru przetargach na istotne miejsca w mieście (np. w parkach), gdzie, co go zdziwiło, nie miał konkurencji.

Podwaliny imperium – domy opieki

Biznesem, który uczynił go bogatym, były domy opieki. Gdy zobaczył, że rząd Wielkiej Brytanii płaci za miejsca w nich, zapożyczył się, a nawet budował na kredyt swój pierwszy dom. Kiedy cudem się udało, zaczął stawiać ich wiele. To był zawsze model jego działania. Multiplikować szybko to, co przynosi zysk, czy to: taksówki, budki z lodami, domy opieki, czy później żłobki lub siłownie. Zawsze był samotnym wilkiem, nie chciał na dłuższą metę współpracować z nikim w biznesie, ze względu na swój indywidualny charakter. Zawsze chciał prowadzić firmę prywatną, a najgorzej wspomina wchodzenie na brytyjską giełdę, gdzie otaczała go chmara konsultantów, którzy chcieli od niego pobrać różne opłaty. Od tamtej pory stara się wszystkie swoje firmy utrzymać prywatnymi i nie wchodzić na giełdę. Duncan nie wierzy w skuteczność tzw. networkingu (sam spróbował zapisać się do paru klubów na próbę), gdyż uznaje, że dla znających swoją drogę i skutecznych biznesmenów nie jest to istotne. Jedyne co mu dał networking to paru konsultantów i innych doradców, których usługi znacznie przepłacił.

Podsumowanie – skarbnica wiedzy o prowadzeniu biznesu

Nie da się streścić wszystkich praktycznych porad biznesmena, który posiada uliczną mądrość biznesową (ang. street-smart). Jak na razie jest to być może najciekawsza książka, którą przeczytałem w temacie swoich badań. Na pewno do Duncana oraz Alana Sugara powrócę, gdyż pokazują oni, jak można zdobyć ekonomiczną niezależność startując od zera. Duncan odniósł sukces w wielu branżach, udowadniając, że jest dobrym biznesmenem, potrafi działać na wielu obszarach, że jest dobry w robieniu nie tylko jednej rzeczy (ang. one-trick pony). Pokazuje, że jedna osoba może osiągnąć sukces bez doradców, konsultantów oraz networkingu. Zawsze, gdy chciał coś się dowiedzieć, np. o podatkach, dzwonił na linię instytucji rządowej z prośbą o broszurę. Mimo, że jest twardym biznesmenem, sporo napisał na temat swojej działalności charytatywnej na rzecz biednych dzieci. Wyjaśnił również, dlaczego po swoim doświadczeniu woli finansować małe NGOsy niż np. UNICEF. Szczerze polecam tę książkę. Osobiście dowiedziałem się z niej bardzo wiele o biznesie.

Na koniec posłuchajmy Duncana opowiadającego swoją biografię patrząc na swoje rodzinne miasto Clydebank:


[1] Duncan Bannatyne, „From an Ice Cream Van to Dragons’ Den: Anyone Can Do it: My Story”, Orion Books 2006, wstęp.

[2] Tamże.

Udostępnij: