Przeglądasz kategorię
Przedsiębiorczość

Dzisiaj recenzja książki z naszego rodzimego rynku, a mianowicie „Jutro w Nowym Jorku” Rafała Brzoski. Książka – wywiad napisana wspólnie z Pawłem Oksanowiczem,  wydana przez PWN w roku 2016, obecnie dostępny jest dodruk z roku 2021. Rafał Brzoska należy do młodego pokolenia biznesu polskiego (nie dorabiał się na prywatyzacji), ma 45 lat. W roku 2021 znajdował się na 7 miejscu na liście najbogatszych Polaków z majątkiem 5 miliardów PLN. Stworzona przez niego firma InPost była w lutym 2021 wyceniana przy debiucie na giełdzie w Amsterdamie na 36 miliardów. W tym samym roku dokonała największego przejęcia zagranicznej firmy przez polską firmę prywatną, kiedy Brzoska przejął Mondial Relay, operatora paczkomatów we Francji za 2,6 miliardów PLN. Książka napisana została w 2016 roku, zanim Rafał Brzoska wskoczył na listę 10 najbogatszych Polaków (niewiele brakowało, a w 2017 by zbankrutował, gdy zbyt szybka ekspansja paczkomatów zagroziła firmie i musiał oddać ją Amerykanom).

Myślenie globalne

Jedną z cech, która się rzuca w oczy, czytając wywiad rzekę z Rafałem Brzoską, jest jego globalne spojrzenie na biznes. Nie jest on osobą, która chciałaby budować biznes tylko w Polsce. Od początku był zainteresowany podbijaniem rynków międzynarodowych (i to na wszystkich kontynentach). W biznesie wychodzi z założenia, że aby się rozwijać, trzeba podejmować się zadań, które wychodzą poza obecny zakres kompetencji (od swoich pierwszych zadań, kiedy zdecydował się roznosić ulotki poza Krakowem w Tarnowie, mimo że nie znał miasta). Uważa, że polskie firmy mogą walczyć nawet z gigantami światowego biznesu i nie boi się konkurencji firm takich jak Amazon, a nawet widzi to jako możliwość biznesową. Jego najsłynniejszy produkt – paczkomaty – obecnie rozwija się na wielu rynkach świata (między innymi w Wielkiej Brytanii, Francji, a nawet w Ameryce Południowej). Jego celem biznesowym jest wprowadzenie firmy do „Global 500”, pięciuset największych firm świata, coś co nie udało się nigdy żadnej prywatnej firmie polskiej.

Skromność i nie wywyższanie się

Mimo że jest obecnie jedną z najbogatszych osób w kraju, uważa, że życie jego jest całkiem normalne. Nie potrzebuje najdroższych samolotów oraz drogich domów za granicą, a tak naprawdę jego głównym majątkiem jest posiadana firma. W firmie każdy może mieć dostęp do prezesa i jeśli jakikolwiek pracownik chce przyjść porozmawiać, jest to jak najbardziej możliwe. W firmie rozmawia zarówno z osobami na najwyższych stanowiskach menadżerskich, jak również z osobami pracującymi np. na recepcji. Nie uważa się za kogoś ważniejszego ani nie czuje bycia milionerem (czy też obecnie już miliarderem). Zresztą doskonale zdaje sobie sprawę ze swojej śmiertelności i jak sam zauważa, w takim tempie organizm może długo nie wytrzymać, dlatego chce dokonać jak najwięcej, póki może.

Brak szacunku dla biznesu w społeczeństwie polskim

Autor należy do młodego pokolenia biznesmenów, którzy zaczynali od zera, a nawet na minusie, gdyż jako kilkunastolatek stracił cały majątek rodziców, o czym można przeczytać w książce. Zresztą strata i chęć jej odrobienia sprawiły, że wybrał studia ekonomiczne, a nie medyczne). Jest wierzącym chrześcijaninem i szczególnie sobie ceni w Polsce wiarę i zasady, które buduje chrześcijaństwo. Mimo to jego analiza stosunku polskiego społeczeństwa do pracy i biznesu nie jest pozytywna, a szczególnie negatywnie ocenia klasę polityczną. Uważa, że biznesmen w Polsce jest jedną z najbardziej nieszanowanych grup społecznych, gdyż jest to „postawa, która wynika z przeszłości i objawia się brakiem szacunku dla «badylarza», «prywaciarza », «kombinatora»”*. W Europie Wschodniej (w tym w Polsce), przedsiębiorca nigdy nie cieszył się poważaniem (czy to „prywaciarz” w Polsce, czy „NEP-man” w Związku Radzieckim był osobą powszechnie nielubianą zarówno przez polityków, jak i pozostałe warstwy społeczne). Do dzisiaj niewiele się w tym zakresie zmieniło (jest to zupełnie inne podejście niż np. w Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii, gdzie przedsiębiorcy są powszechnie szanowani zarówno przez ludzi jak i klasę polityczną). Autor na wielu stronach pisze o tym, jak utrudnia się życie przedsiębiorcom w Polsce, dlaczego najbogatsi Polacy powinni mieć zawsze spakowaną szczoteczkę i bieliznę na zmianę, a także dlaczego politycy z lewa i prawa nie szanują biznesu. Jest to gorzka analiza, tym bardziej że jest podobna do analiz m.in. Aleksandra Gudzowatego, który należał jednak do starszego pokolenia przedsiębiorców. Autor uważa, że silne firmy mogą być najlepszym reprezentantem kraju za granicą.

Podsumowanie

Rekomenduję książkę wszystkim, którzy chcą prowadzić biznes w Polsce. Przedstawia ona realia i warunki prowadzenia własnej działalności na miejscu, a także specyficzne kwestie związane z konkurowaniem na rynku europejskim. Autor sam lubi czytać książki pisane przez znanych biznesmenów (np. Jacka Welcha), ale uważa, że amerykańskie rady często nijak się mają do naszej sytuacji (np. opisuje, co się stało, gdy w firmie zaczął wszystkim mówić na „ty”). Warto zapoznać się z dziełem jednego z największych obecnie wizjonerów polskiego biznesu, który jeszcze sporo może zdziałać.

Materiały edukacyjne:

1. Wywiad z Rafałem Brzoską o biznesie w trakcie przejazdu autem:

2. Rafał Brzoska jest jednym z niewielu najbogatszych Polaków aktywnych na Facebooku (śledzi go obecnie 12 100 użytkowników). Rafal Brzoska | Facebook


.


* Rafała Brzoska, „Jutro w Nowym Jorku”, PWN 2021 (II), s. 47.

Udostępnij:
Czytano przez: 4 min

„Mogę uwielbiać snowboard, ale nie tkwię na stoku od rana do wieczora. (…) Moja wizja czasu wolnego wiąże się z tym, jak zostałem wychowany. Jak mówiła matka, czas i tak upłynie, więc równie dobrze można go spędzić konstruktywnie”[1].

Daymond John – „Czas zrobić pączki!”

Kolejnym bohaterem wpisu jest Daymond John, gwiazda „Shark Tank” w Stanach Zjednoczonych i założyciel giganta odzieżowego FUBU. Z majątkiem 350 milionów dolarów należy do rosnącej grupy czarnoskórych multimilionerów w USA. Daymond John jest również mówcą motywacyjnym oraz autorem sporej liczby książek poruszających kwestie przedsiębiorczości. Dzisiaj zrecenzuję jego książkę: „Wstawaj i walcz. Sprawdzone strategie, techniki i nawyki produktywności ludzi sukcesu” (Wydawnictwo Helion, 2019). Książka opisuje na przemian strategie kariery autora, jak również innych osób sukcesu, z którymi przeprowadził wywiady. Tego typu książki są popularne w Stanach Zjednoczonych. Podobną metodę zastosowała również Venus Williams, której książkę zrecenzuję w przyszłości.

Każdy ma tyle samo czasu na ziemi i to my decydujemy, co z nim zrobimy

Autor niemalże jak każdy multimilioner dorastał w ubogiej rodzinie, jednak tym razem pominę opis jego trudności materialnych. Zostały one opisane w książce. Dość powiedzieć, że pracowitość matki, która nieraz pracowała na trzy etaty, pozwalała mu żyć w miarę przyzwoitych warunkach oraz trzymać się z dala od kłopotów (mama dbała o jego edukację). Dużą część książki John poświęca kwestii efektywności i temu, jak spędzamy swój czas. Uważa, że szczególnie w obecnych czasach jedną z najważniejszych decyzji jest ta, czy wykorzystamy nasz czas aktywnie (np.: rozkręcając biznes, czytając, uprawiając sport, ucząc się programowania, spotykając się ze znajomymi, modląc się itp.), czy będziemy pasywnymi biorcami „paszy” kontentu serwowanej przez firmy, takie jak Netflix, TVP, czy firmy gamingowe. Jak stwierdza: „Nie oglądam więc nałogowo telewizji. Czasem zobaczę jeden film, ale nie pozwalam sobie wpaść w pułapkę sześciu czy siedmiu sezonów serialu, a za każdym razem kiedy kusi mnie sprawdzić, co tam nowego w House of Cards (…) wracam wspomnieniami do mojej matki, gdy byliśmy tylko we dwoje. Kiedy mieliśmy tylko kilka miejscowych kanałów. Po prostu nie wyobrażam sobie mojej matki tak pochłoniętej serialem”[2]. W innym miejscu Daymont pisze, że powinniśmy unikać w szczególności dystraktorów, które chcą pochłaniać nasz czas hurtowo, a nie jednorazowo (stąd np.: lepszy film niż serial). Jego spostrzeżenia są spójne z tym, czego chce branża. Warto przeczytać wywiad z jednym z najbogatszych Polaków Pawłem Marchewką, właścicielem potężnej polskiej firmy Techland produkującej gry komputerowe, w którym jasno mówi, że firmy gamingowe i streamingowe próbują jak najmocniej wycisnąć nasz czas (Walka o twój czas nabiera tempa — czy wygra ją gaming? Puls Biznesu).

Chcesz robić biznes? Trzymaj się jak najdłużej swojego etatu

Początkujący przedsiębiorca musi być do pewnego stopnia „hustlerem”, który zdobywa środki finansowe z wielu źródeł. Daymond rozprawia się z jednym z najpopularniejszych mitów przedsiębiorczości, czyli rzucę pracę w firmie (korporacji) i pójdę na swoje. John zanim na stałe poświęcił się FUBU, jeszcze przez całe pięć lat pracował na pełnym etacie w restauracji Red Lobster. Wyjaśnia to w następujący sposób: „Naprawdę nie wierzę w stwierdzenie, że chcąc uruchomić własną firmę, powinieneś rzucić pracę”[3]. Przedstawia na konkretnych wyliczeniach, że gdyby rzucił swoją pracę, to straciłby przez pięć lat blisko 150 tysięcy USD i musiałby sprzedać towar za 2 mln USD tylko po to,  aby pokryć koszty pensji, którą zarabiał w fast foodzie. W interesie przedsiębiorcy jest to, aby – zanim firma nie osiągnie masy krytycznej – pracować jak najdłużej na etacie i mieć źródło dochodu, żeby firma mogła bezpiecznie rosnąć, a nie tonęła wspólnie z założycielem. Daymond nie ma złudzeń, że oznacza to pracę nieraz przez szesnaście godzin dziennie (najpierw etat u kogoś innego, potem działania na rzecz własnej firmy).

Podsumowanie

Autor stawia sprawę jasno, sukces FUBU nie był przebłyskiem geniuszu, lecz wynikiem setek różnych drobnych biznesów, które przedtem otwierał, aż w końcu jeden wypalił w wielkim stylu. Przedtem zajmował się niemalże wszystkim, od wycieczek po kanale w Chicago (okropna klapa finansowa), wynajmu tanich pokojów, aż po sprzedaż przekąsek i czapeczek. Uważa, że za jego sukcesem stoi po prostu ciężka praca i tutaj odsyła do swojej ulubionej reklamy Dunkin Donut’s z wstającym o 4 rano Fredem Piekarzem: „Czas zrobić pączki!” (1983 – Dunkin Donuts). W gospodarce kapitalistycznej możliwości jest wiele, lecz wymagają one wytężonej pracy, aby osiągnąć sukces.

Materiały edukacyjne:

1. Daymond John w wywiadzie o tym, dlaczego najlepiej być swoim własnym szefem:

2. Własny kanał Daymonda Johna z wieloma filmami o biznesie, które publikuje na bieżąco.


[1] Daymond John, „Wstawaj i walcz. Sprawdzone strategie, techniki i nawyki produktywności ludzi sukcesu”, Wydawnictwo Helion, 2019, s. 47.

[2] Tamże, s. 18.

[3] Tamże, s. 79.

Udostępnij:
Czytano przez: 4 min

„Sierota… Od tamtego czasu sam dźwięk tego słowa przeszywa mnie dreszczem. Dziś jeszcze mimowolnie wilgotnieją mi oczy, kiedy patrzę na maszerujące dziewczynki z internatu i słyszę «sieroty idą»”[1].

 „Trybuny sprzed 1914 roku! Nie domyślałam się, chodząc na wyścigi, że asystuję śmierci luksusu (…), w którym nadmiar zdusił architekturę ciała. (…) Kobieta już była tylko pretekstem dla bogactwa, koronek, soboli, szynszyli, dla zbyt drogocennych materiałów”[2].

Dzisiejszej bohaterki chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Coco Chanel (1883-1971) była kochana i wyklinana przez wielu, wpłynęła na modę XX wieku jak chyba nikt inny. Oprócz tego była kontrowersyjną postacią, która w trakcie II wojny światowej była czynną agentką Abwehry, wykonującą misję mającą na celu zabezpieczenie interesów Niemiec w czasie wojny (w tym doprowadzenie do pokoju z Wielką Brytanią). Mimo wielu dowodów została uniewinniona poprzez jej koneksje z samym Winstonem Churchillem (który osobiście o to zadbał) i elitą Wielkiej Brytanii. Książka, którą dzisiaj przedstawię, to „Czar Chanel” autorstwa Paula Moranda (Wydawnictwo Literackie,1996). Autor spisał ich rozmowy prowadzone w zimie 1946 na prośbę Coco podczas pobytu w hotelu w St. Moritz. Majątek Chanel w chwili jej śmierci był szacowany na około 100 milionów dolarów.

Trudne początki

Coco Chanel urodziła się w przytułku dla ubogich (ang. poor house) jako dziecko praczki oraz wędrownego gałganiarza. Niedługo po jej narodzinach matka zmarła, a ojciec uciekł, oddając dzieci do sierocińca. Coco Chanel w sierocińcu nauczyła się krawiectwa i żyła w ciężkim, niemalże wojskowym drylu. W swojej opowieści dla Paula Moranda przedstawia koloryzowaną wersję swojej młodości, podczas której między innymi zajmowały się nią wymyślone ciotki, a ojciec nie zostawił jej, tylko wyjechał do Ameryki, aby polepszyć byt rodziny. W rzeczywistości do osiemnastego roku życia przebywała w sierocińcu prowadzonym przez Zgromadzenie Niepokalanego Serca Maryi w Aubazine, a następnie w domu dla kobiet katolickich w Moulin. W Aubazine nauczyła się solidnie zawodu krawiectwa oraz projektowania ubrań.

Po opuszczeniu Moulin próbowała swoich sił jako szansonistka w kawiarniach muzycznych. W tym czasie poznała również pierwszych zamożnych mężczyzn, w tym Etienne Balsana, a następnie Boya Capela, których stała się utrzymanką. Jak opisuje w swojej książce, to właśnie Boy Capel zainwestował spore sumy pieniędzy w jej pierwsze sklepy i zakłady krawieckie, początkowo traktując to jako zapewnienie rozrywki dla swojej kochanki. Niewiele później zdziwił się, gdy Coco Chanel zwróciła mu z nawiązką pieniądze zarobione przez jej zakłady. Związki z bardzo bogatymi mężczyznami były charakterystyczne dla jej kariery przez całe życie. Będąc dobrze po czterdziestce spotykała się przez dziesięć lat z jednym z Hugh Grosvenorem (drugi książę Westminster), najbogatszych ówcześnie ludzi w Anglii. Ta znajomość pomogła jej później sprawić, że sam Churchill zdjął jej sprawę o konspirację z agendy rozliczeń agentów niemieckich.

Sprawić, by bogacze chcieli ubierać się jak biedacy

Coco Chanel przeprowadziła rewolucję w modzie kobiecej, jak mówiła: „oddałam ciału kobiet należną wolność; to ciało pociło się w galowych strojach, pod koronkami, gorsetami, bielizną, watowaniem”[3]. To właśnie Coco Chanel wylansowała „biedę dla miliarderek”, uprościła wszystko, co się dało uprościć i „podmieniała żywe kolory na stonowane barwy kombinezonów dla spadochroniarzy”, czy też „obniżała wartość kamieni szlachetnych poprzez zastępowanie ich zwyczajnymi kamieniami”[4]. Jak twierdziła, dla niej moda to upraszczanie: „gdybym konstruowała samoloty, zaczęłabym od zrobienia jednego przesadnie pięknego. Zawsze można potem odejmować. Wychodząc od tego, co jest piękne, można następnie przejść do prostego, praktycznego, taniego, od rewelacyjnie wykonanej sukienki do konfekcji, ruch w drugą stronę jest niemożliwy”[5]. Była przeciwniczką wszelkiej ostentacji, drogich brylantów i innych rzucających się w oczy strojów. Kiedy jeden z projektantów stwierdził, że kupił prawa od Disneya do naszywania obrazków na stroje, skomentowała to krótko: „Przechadzanie się z krową na tyłku rzuca się w oczy. Ja jestem od tego, czego nie widać. Proszę sobie zachować te materiały. Będą z nich ładne zasłony do żłobka”[6]. Stwierdza: „Kobiety myślą o wszystkich kolorach poza brakiem koloru. Dla mnie biały i czarny to piękno absolutne. Ubierzcie kobietę na bal na biało albo na czarno: nie będzie widać nikogo innego”[7].

Prostota i sportowy look stworzyły z niej ikonę pierwszej połowy XX wieku. Prostotę zachowała również przy tworzeniu perfum, którym zamiast inspirujących nazw (co czyniono wcześniej) nadawała numery (Chanel No 4, Chanel No 5 itp.). Co ciekawe, Coco Chanel uważa, że od 1914 roku aktorki są najgorzej ubranymi kobietami i że Hollywood nigdy nie będzie miało kompetencji w tym zakresie, stąd sukces firm modowych z Francji czy Włoch.

Wgląd w elity początku XX wieku

Wspomnienia Coco Chanel dają również unikalny wgląd w życie elit początku wieku. Od niezmiernego bogactwa czerpanego z kolonii, tak jak w przypadku drugiego księcia Westminsteru, który jak stwierdza Coco: „Westminister ma wszędzie domy. Wiele mu brakuje do spamiętania ich wszystkich: czy to w Irlandii, czy w Dalmacji, czy w Karpatach, stoi tam dom należący do Westminstera, dom z kompletnym wyposażeniem, gdzie można zjeść kolację i się przespać, gdzie są wypolerowane srebra i samochody (wciąż mam przed oczami siedemnaście starych Rollsów w Eaton Hall!), służący w liberii, rządcy, a na stole przy wejściu zawsze i wszędzie przeglądy, magazyny i gazety z całego świata!”[8]. Jak stwierdza przyjaciel Westminstera: „Pieniądze wydawane na periodyki, które tu trafiają, a których nikt nie czyta, wystarczyłyby mi na życie”[9]. Książka jest pełna opisów elit, w tym rosyjskich imigrantów (tzw. Białych Rosjan), którzy musieli uciekać do Francji po Rewolucji Październikowej i którzy wiele wnieśli do społeczeństwa francuskiego.

Podsumowanie

Książka przedstawia unikalne rozmowy z jedną z najważniejszych kobiet XX wieku, która wymyśliła „małą czarną”, „perfumy Chanel No 5” czy też „sztuczną biżuterię”. Publikacja opisuje jej drogę do sukcesu oraz do samotności,  a najlepsze podsumowanie wpisu to jej aforyzm o tym, jak osiągnąć sukces: „chcę na razie zakończyć ważnym aforyzmem, który jest tajemnicą mojego sukcesu, a być może i całej cywilizacji wobec bezlitosnej techniki. Sukces odnosi się dzięki temu, czego nie można się nauczyć”[10].

Na blogu poznamy jeszcze wiele kobiet, które doszły do prywatnej fortuny wraz z opisem ich doświadczeń stawania się bizneswoman.


Materiały edukacyjne:

Pasjonujący film dokumentalny „Wojny Chanel” przedstawiający drogę od biednej osieroconej dziewczynki do ikony modowego biznesu z unikalnymi nagraniami Coco Chanel i zdjęciami:


[1] Paul Morand, „Czar Chanel”, Wydawnictwo Literackie,1996, s. 13.

[2] Tamże, s. 50.

[3] Tamże, s. 7.

[4] Tamże, s. 9.

[5] Tamże, s. 176.

[6] Tamże, s. 177.

[7] Tamże, s. 180.

[8] Tamże, s. 189.

[9] Tamże.

[10] Tamże, s. 31.

Udostępnij:
Czytano przez: 6 min

„Rany, przecież właśnie zamieniliśmy wielki, ładny dom pełen zasad i obowiązków forsowanych przez naszego konserwatywnego tatę na piwnicę ćpającego bitnika mieszkającego ze starymi!”[1]

Dzisiaj podejmę się recenzji autobiografii artysty znanego pod pseudonimem „Flea”, którego rzeczywiste imię i nazwisko to Michael Balzary. Jako basista i współtwórca kapeli Red Hot Chili Peppers posiada majątek w wysokości 150 milionów USD, co czyni go jednym z bogatszych muzyków na świecie. Książka, którą przedstawię, nosi tytuł: „Acid for the Children” (Michael Balzary, Wydawnictwo SQN, Kraków 2019). Ukazuje ona młode lata artysty w Australii, a następnie w Los Angeles,  gdzie kształtowała się jego droga życiowa i muzyczna przed samym założeniem zespołu RHCP.

Miłe złego początki

Życie Flei zaczęło się dostatnio i spokojnie. Urodził się w 1962 roku w bogatej rodzinie urzędnika australijskiego z tzw. wyższej klasy średniej. Rozstanie z Australią nastąpiło dość szybko. Gdy Flea miał cztery lata,  jego ojciec otrzymał wysokie stanowisko w Ambasadzie Australii w Stanach Zjednoczonych i cała rodzina przeniosła się do USA. Niedługo potem jego matka poznała bezrobotnego niemieckiego hippisa Waltera, który mieszkał w piwnicy swoich rodziców i miał talent muzyczny (którego nigdy nie zrealizował) i zdecydowała się odejść od męża, a dzieci zostały podzielone między rodziców (Flea trafił pod opiekę matki, a jego siostra do ojca). Tak podsumowuje ten dzień, w którym wsiadł do wymalowanego w kwiaty garbusa Waltera z matką, a ojciec odleciał z siostrą do Australii: „Tak skończyło się normalne życie”[2]. Książka opisuje proces, jak chłopak trafił z ułożonej konserwatywnej rodziny do innego środowiska. Mimo doznanej krzywdy, Flea nie ma za złe matce jej wyboru. Podziwia ją za wolność i wybór dużo cięższego życia, po to „aby pić tanie wino przy muzyce jazzowej”. Uważa, że odziedziczył po niej DNA wolności. Nawet w swojej książce wychwala nieraz samego Waltera, o którym pisze: „Mimo, że Walter był jednostką dysfunkcyjną i sponiewieraną psychicznie, okazał się moim aniołem. (…) Wkrótce odkryłem, że to narkoman i pijak, niezdolny do ogarnięcia się na tyle, by spełniać swoje marzenia i wieść poukładane życie (…). Ale pokazał mi, jak zamieniać ból w piękno”[3]. To właśnie od niego nauczył się, jak przekładać swoje problemy nie w agresję i niszczenie, lecz w miłość do ludzi i tworzenie sztuki oraz muzyki.

Kreatywność jako szaleństwo

Książka porusza ważne kwestie, np. czym jest kreatywność w muzyce i jakim kosztem można ją osiągnąć. W dobie wielu telewizyjnych konkursów muzycznych widzimy dzieciaki próbujące zostać artystami rockowymi w ułożony sposób. Sam Flea opisuje swoją drogę do kreatywności jako inny i to mrożący krew w żyłach proces. Ponieważ Walter i matka nie interesowali się nim w ogóle, więc wałęsał się po ulicach Los Angeles z różnymi dzieciakami. Ponieważ był outsiderem i nikt się z nim nie przyjaźnił, a dziewczyny nie były nim zainteresowane, skupiał się na swoim hobby: muzyce i koszykówce. Jak twierdzi, nigdy nie pragnął wzbogacić się na muzyce, interesowała go przede wszystkim warstwa artystyczna. Dlatego przez wiele lat zamykał się z paroma kolegami outsiderami w piwnicach, gdzie grali muzykę bez nagrywania niczego (tylko dla siebie). W tym samym czasie pochłonął go również wir narkotyków (do których nawiązuje w tytule książki) i przez wiele lat próbował właściwie wszystkiego od marihuany do kokainy. Na życie zarabiał czasami legalnie (np. pracując w przychodni weterynaryjnej), a czasem nielegalnie (jako dealer narkotyków i wielokrotnie jako złodziej sklepowy).

Książka opisuje długi proces formowania się kreatywności artysty, który może się wydać szokujący (skoki po narkotykach na główkę do basenu, spanie na ulicach i plażach, notoryczny brak pieniędzy). Żeby przytoczyć jeden z lżejszych „kreatywnych” pomysłów Flei, należy wspomnieć prezent, który dał swojemu przyjacielowi Jackowi Ironsowi: „Mój przyjaciel kiedyś urządził w swoim domu imprezę urodzinową i chciałem mu dać coś zwariowanego, coś czego nie dostałby od nikogo innego. Nasrałem więc do zamykanej torebki, zapakowałem ją pięknie i przyozdobiłem wstążką. (…) Bardzo chciałem, żeby było to coś niezapomnianego. Udało się, nawet czterdzieści lat później wciąż to wspominamy”[4]. Jak sam mówi, dziwi się, że nie umarł z przedawkowania, ani nie złapał HIV, gdyż większość osób idących jego drogą to spotkało.

Fundament

Flea uważa, że tym, co go trzymało przy życiu, były pewne fundamenty, takie jak np. miłość do muzyki, która była dla niego o wiele ważniejsza niż narkotyki czy używki. Podziwia również swojego ojca, który pokazał mu – choć przez krótki czas – wartość spokojnej rodziny i zbudowania zdrowych relacji, a także przedsiębiorczość. Mimo że często nie miał pieniędzy, nie wstydził się brać nawet najmniejszych zleceń typu strzyżenie trawników czy też sprzątanie psich kup w gabinecie weterynaryjnym (jak mówi: kochał tę pracę). Od matki i babci, kobiet wolnych (babcia uciekła od bijącego ją dziadka i bez grosza przy duszy wsiadła do statku do Australii, gdzie zaczęła swoje życie) otrzymał gen wolności i poczucie bycia wolnym.

Podsumowanie

Jak zdecydowana większość badanych na blogu multimilionerów Flea miał ciężkie i pokręcone życie. Mimo uzależnień i spadania na samo dno, udało mu się podnieść i stworzyć jeden z najważniejszych zespołów muzycznych Red Hot Chili Peppers. W książce poświęca dużo miejsca miłości do innych ludzi i wszystkich stworzeń, prosi też o wybaczenie wszystkie istoty, które kiedykolwiek zawiódł. Książka dotyka również tematu stawania się artystą (czy można się tego wyuczyć, czy musi to być proces naturalny) i tego, jak cierpienie może być przekuwane w tworzenie dzieł.

Na blogu poznamy jeszcze wielu artystów, którym udało się wejść do grona najbogatszych ludzi na świecie, w tym wspomnienia frontmana RHCP Anthony’ego Kiedisa.

Materiały edukacyjne:

1. Flea opowiada o książce „Acid for the Children” i dorastaniu wrażliwego chłopca (wraz z prezentacją rodzinnych zdjęć):

2. Jedna z kultowych piosenek Red Hot Chili Peppers „Californication”:


[1] Flea, „Acid for the Children”, Wydawnictwo SQN, Kraków 2019, s. 53.

[2] Tamże.

[3] Tamże, s. 63.

[4] Tamże, s. 219-220.

Udostępnij:
Czytano przez: 5 min
Page 1 of 18123410...Last »