Arianna Huffington – „Czy Stany Zjednoczone stają się krajem Trzeciego Świata?”

Dzisiaj na blogu przedstawię książkę Arianny Huffington „Third World America: How Our Politicians Are Abandoning the Average Citizen” („Ameryka w Trzecim Świecie. Jak politycy opuszczają przeciętnego obywatela”). Arianna Huffington to dziennikarka greckiego pochodzenia oraz absolwentka Cambridge University, która założyła znany portal informacyjny Huffington Post (na nim wzorował się m.in. naTemat.pl).

Jej majątek szacowany jest obecnie na około 100 milionów dolarów (przede wszystkim ze sprzedaży swojej własności w portalu Huffington Post, w którym posiadała 33% akcji). Była zamężna z republikańskim politykiem i milionerem Michaelem Huffingtonem, który w roku 1995 utracił około 40% swojego majątku na przegraną kampanię do Senatu Stanów Zjednoczonych (stracił na tym prawie 30 milionów USD). W książce, którą dzisiaj przedstawię, Arianna zajmuje się jednym z tematów, który jest dość istotny w jej dziennikarstwie – tzn. upadek klasy średniej w USA i wytworzenie się „super-elity” politycznej, która jest poza zasięgiem interesów zwykłego obywatela.

Powolny upadek klasy średniej w Stanach Zjednoczonych

Główna teza, którą zajmuje się autorka w tej książce, dotyczy powolnego upadku klasy średniej w USA. Arianna wskazuje na znaczne obniżenie się tzw. mobilności społecznej w Stanach Zjednoczonych. Obecnie jedynie 7% z najbiedniejszego kwintyla Amerykanów będzie miało okazję przejść do najbogatszego kwintyla w trakcie swojego życia[1]. Co więcej obecnie dziecko bogatych rodziców, które nie ukończyło studiów, ma większe szanse na duży majątek, niż absolwenci uczelni z biednych rodzin[2]. Autorka zauważa powolną utratę miejsc pracy tzw. klasy pracującej (ang. working class).  Dobra produkcyjne przestają być wytwarzane w Stanach Zjednoczonych. Kiedyś nawet w USA można było posiadać pracę w jednym zakładzie produkcyjnym przez całe życie, obecnie takie prace są przesuwane do Chin i innych tanich krajów. Pozostają prace w branży finansowej (książka napisana została w 2011, więc autorka nie odnosi się mocno do branży technologicznej), która jednak nie wytwarza realnego produktu, a jest jedynie usługodawcza. W latach 2001-2007 realny dochód amerykańskiej rodziny z klasy średniej spadł o 1175 USD, a wydatki wzrosły jednocześnie o 4655 USD[3]. Zarówno za demokratycznego Clintona, jak i republikańskiego Busha, najbogatsze 1% skorzystało odpowiednio z 45% oraz 65% całego wzrostu gospodarczego USA[4]. Huffington upatruje przyczyny takiej sytuacji przede wszystkim w serwilizmie klasy politycznej Stanów Zjednoczonych, która przestała służyć ludziom, a zaczęła służyć przede wszystkim korporacjom (przede wszystkim finansowym). Arianna za szczególnie niebezpiecznych ludzi uważa nowo powstającą kastę tzw. brokerów władzy 2.0 (ang. „powebrokers 2.0”,„flexians”), czyli osoby, które ciągle przemieszczają się między stanowiskami w biznesie, polityce, jak również w ciałach doradczych (m.in. think-tankach oraz na uczelniach). Ta ukryta w cieniu elita zabiega o swoje interesy, łamiąc wszelkie zasady braku konfliktu interesu i bezstronności. W Polsce również możemy wskazać podobne jednostki, które szybko przemieszczają się między polityką i biznesem, dbając o interes własny i własnych rodzin.

Polityka i biznes coraz bliżej (ze szkodą dla społeczeństwa)

Arianna zauważa, że jednym z najważniejszych problemów w Stanach Zjednoczonych jest mocne powiązanie polityki i biznesu. W obecnych czasach nie ma już takiej możliwości, by prezydentem USA została osoba uboga z ludu. A przecież Stany mają historię ubogich prezydentów z ludu, takich jak np. William Henry Harrisson czy James A. Garfield. Pierwszy umarł bez pieniędzy, a dochód posiadał tylko z małej farmy, drugi natomiast urodził się w chacie z bali i pracował długo jako stróż. Obaj poświęcili się służbie publicznej i umarli bez niczego. Żeby zostać senatorem USA w roku 2008 trzeba było na kampanię wydać średnio 1,3 miliona USD  (w 1974 było to 56 tys. USD)[5]. O tym przekonał się najlepiej mąż Huffington, który wydał ponad 30 mln USD na swoją kampanię, a i tak ją przegrał! Sam sektor finansowy podarował w latach 1998-2008 blisko 1,7 miliarda USD na wsparcie kampanii wybranych kandydatów (zarówno republikanów, jak i demokratów) oraz 3,4 miliarda USD na oficjalne wydatki lobbingowe w Kongresie. Arianna cytuje Jeffersona: „Nie możemy mówić o skutecznej kontroli korporacji, podczas gdy prowadzą one aktywną działalność polityczną”[6]. Huffington kwituje to: „nie tylko utraciliśmy kontrolę nad korporacjami, ale to one przejęły kontrolę nad nami”[7]. Sama Autorka mówi, że nie przypadkiem politycy Stanów Zjednoczonych przeznaczyli ogromne kwoty, aby ratować banki przed bankructwem (tzw. bailout). Nie byli jednak zainteresowani wsparciem bankrutujących osób z kredytami hipotecznymi. Pamiętali, kto sponsorował ich kampanię.

Karty kredytowe i młodzież „niewolnikiem banków”

Arianna uważa, że innym powodem rosnących problemów klasy średniej jest wzrost kosztów życia, nachalna promocja kredytów i „życie ponad stan”. Jej zdaniem, jednym z największych zagrożeń są karty kredytowe i ich szerokie rozprzestrzenienie. W roku 2010 Amerykanie mieli blisko trylion USD długu na kartach kredytowych i w sumie 576 milionów kart kredytowych w cyrkulacji[8]. Karty stają się coraz bardziej skomplikowanym produktem finansowym, który wysysa znaczną ilość pieniędzy z portfeli Amerykanów. Jak wskazuje profesor prawa z Harvard University: „W roku 1980 typowa umowa o kartę kredytową miała półtorej strony, obecnie jest to 31 stron. Pozostałe 29,5 strony to typowe haczyki i zasadzki na klienta. Sama wykładam prawo kontraktowe na Harvard University i nie jestem w stanie zrozumieć umowy o kartę kredytową. Ta umowa nie jest tworzona, by ją zrozumieć”[9]. Banki jednak skrzętnie korzystają z nierówności stron i nabijają konsumentów w coraz to nowe opłaty: ubezpieczenia kart (wiele rodzajów), opłaty za opóźnienie, za wypłatę gotówki, za użycie bankomatu, a nawet opłaty za brak używania karty! (ang. inactivity fee). Banki szczególnie mocno żerują na młodych ludziach, wiedząc, że jak raz się zadłużą na kartach i poczują smak lekkiej gotówki, to całe życie zostaną już „niewolnikami banków”. Jak wskazuje Arianna, już 76 % młodych Amerykanów kończąc studia ma licencjacką kartę kredytową, a połowa z nich ma już w tym wieku ponad cztery takie karty![10] Jeśli dodamy do tego wysokie kredyty edukacyjne, to już na początku życia ponad 1/3 młodzieży  ma opóźnienia w spłatach![11] Jeśli nie nauczymy młodzieży ostrożności, a nawet powstrzymania się od kart kredytowych, to czeka ich niechybnie życie od wypłaty do wypłaty i ciągłe problemy ze spłatami rat.

Podsumowanie

Arianna Huffington przedstawia w swojej książce krytyczny obraz społeczeństwa amerykańskiego i zanikającą siłę tzw. klasy średniej. Przyczyny tego są zarówno globalne (np. globalizacja produkcji), jak również lokalne (nowa elita „brokerów władzy”, ogromne koszty wejścia w politykę, kontrola sektora finansowego nad prasą i polityką). Arianna należy do tych multimilionerów, którzy posiadają krytyczne spojrzenie na obecne społeczeństwo. W jednym z przyszłych wpisów przedstawię multimilionera, który również zaprezentuje krytyczny rys społeczeństwa i klasy politycznej Niemiec. Sama Arianna widzi jako jeden z największych pozytywów demokratyzację prasy przez internet, gdzie obecnie każdy może założyć swój blog czy videoblog na YouTube i przedstawiać własne racje. Huffington napisała kilkanaście książek i wiele z nich ma wspierać kobiety w drodze do sukcesu. Przedstawię  na blogu jeszcze inne  jej książki.

Materiał dodatkowy

Na koniec mały bonus – krótki film wideo z Arianną mówiącą o sukcesie i o tym, jak bez pieniędzy i języka dostała się na Uniwersytet w Cambridge:


[1] Arianna Huffington, „Third World America: How Our Politicians Are Abandoning the Average Citizen”, Collins Publishers, 2011, s. 19.
[2] Ibidem.
[3] Ibidem, s. 54.
[4] Ibidem.
[5] Ibidem, s. 130.
[6] Ibidem, s. 132.
[7] Ibidem.
[8] Ibidem.
[9] Tamże, s. 76.
[10] Tamże.
[11] Tamże.

Udostępnij: